Książę z bajki? Nie, dziękuję...

12:34:00


Nie będę chyba jedyną, która jako mała dziewczynka marzyła o przystojnym księciu na białym koniu. Chociaż właściwie nie. Nie jako mała dziewczynka. Wtedy byłam zajęta zabawami na podwórku w chowanego, grą w piłkę i oglądaniem bajek Disneya. Fakt, dobrze wiemy,że dobry wujek Walt w niemal każdej bajce sprzedawał nam pewien schemat: piękna dziewczyna pewnego dnia spotyka swojego wymarzonego mężczyznę i żyją długo, itd. Będąc małą dziewczynką nie przywiązywałam większej uwagi do samego księcia, lecz do właśnie tej dziewczyny. Chciałabym być nią, jednak  nie było to związane w żaden sposób z perspektywą długiego i idealnego związku...

Książę DiCaprio?
O swoim księciu na białym koniu zamarzyłam, gdy moje hormony zaczęły buzować w wieku nastoletnim.Wstyd się przyznać, ale wtedy wyobrażałam sobie, jak Leonardo DiCarpio podjeżdża na pięknym rumaku pod mój dom, zsiada z wielką gracją, puka do drzwi wejściowych i pyta o mnie. Och matko, ile razy wzdychałam do jego zdjęcia na plakacie. ;) No ale coś w tym było. Każda niemal dziewczyna, którą znałam, marzyła o swoim przystojniaku, który zabrałby ją do swojego pięknego zamku i uczyniłby ją królową. Ale zastanówmy się chwilę nad jedną kwestią:

Dlaczego bajki kończą się w momencie, w którym książę uwalnia naszą główną bohaterkę od dawnego życia i oferuje jej wersję długo i szczęśliwie? Dlaczego nie pokazują, co się dzieje po bardzo efektownym ślubie? 

Może to wynikać z faktu, że młody widz chce zobaczyć uniesienia i jakąś akcję, a nie to, co się dzieje po romantycznej scenie. Może wtedy okazałoby się, że miłość, która zaczęła się nagle i nagle się zakończyła, ponieważ po głębszym poznaniu stwierdzili, że w sumie nic ich nie łączy. Albo uczyniłby z niej kurę domową (zamkową?), musiałaby sama zajmować się gromadką dzieci, podczas gdy nasz książę przeżywałby kryzys wieku średniego, uganiając się za nowymi księżniczkami. No i gdzie tu szczęśliwe zakończenie, pytam Was?! 

Być jak Mulan
Nigdy nie poznałam swojego księcia z bajki. Szukałam bardzo długo, kilka razy się sparzyłam. Myślałam, że poznany chłopak uczyni resztę mojego życia  magiczną historią. Marzyłam, by stać się Kopciuszkiem, Królewną Śnieżką (pomijając element zatrucia jabłkiem), Aurorą w wersji bez ukłucia w palec czy Roszpunką. Chciałam, by ktoś w końcu mnie zauważył i pomimo wszystkich moich kompleksów, zapewnił mi szczęśliwe zakończenie. A przynajmniej szczęśliwą kontynuację życia. W pewnym momencie stwierdziłam, że to nie ja powinnam szukać. Księżniczki Disneya nigdy nie szukały. To Książę Filip odnalazł Aurorę, Królewicz odszukał Kopciuszka. Postanowiłam zakończyć poszukiwania. Jeżeli odnalezienie mnie przez mojego przystojniaka nie było mi pisane, trudno. Porzuciłam dawne myślenie. Chciałam się stać Mulan - silną, walczącą o samą siebie i o najbliższych.Tylko to się liczyło.



Happy ending?
Los i tak zawsze ma dla nas swój własny plan. Gdy przestałam szukać, odnalazłam kogoś, kto pokochał mnie taką, jaką jestem. Zdajemy sobie sprawę z własnych wad, uczmy się śmiać z nich. On jest czasem marudny, a ja za to zrzędliwa. Drażnimy się wielokrotnie, jednak nie zamieniłabym go na żadnego innego. Z całą pewnością nie jest to książę, a ja nie przypominam typowej księżniczki. Ale w sumie po co powielać schematy Disney'a? Napiszę własną opowieść. I będę żyć długo i szczęśliwie.

Koniec.


Może Ci się spodobać

3 komentarze