Naucz się nagradzać samego siebie

10:00:00


Przez cały rok ciężko pracowałam, by osiągnąć jak najlepsze wyniki. Wkładałam w cały ten proces dużo serca i wysiłku. Stosowałam wypracowane przez wszystkie lata studiów sposoby organizacji własnej pracy. 
Mój planner był wypchany karteczkami samoprzylepnymi z zadaniami do zrobienia, a ważne terminy misternie zakreślone kolorowymi zakreślaczami. Pracowałam tylko po to, by nagle ktoś utrudnił mi osiągnięcie wyznaczonego celu. Znasz to uczucie? Wiesz, że dałeś z siebie wszystko, ale i tak nie poszło po Twojej myśli. Jedyne, co wtedy Cię wypełnia, to ogromny zawód. Przytłaczający zawód.

Ale wiesz co? 
Zupełnie niepotrzebnie! Wiem, że na razie możesz się ze mną nie zgodzić, ale poczekaj jeszcze chwilkę. Spójrz na to z innej strony. Przeanalizuj swoje działania. Zadaj sobie kilka pytań:
  • Czy zrobiłeś wszystko, co mogłeś?
  • Czy nie odpuściłeś sobie w trakcie całego procesu?
  • Czy wykonałeś wszystkie zadania, które miały Cię doprowadzić do osiągnięcia celu?

Jeżeli odpowiedziałeś na powyższe pytania twierdząco, to powiem jedno: powinieneś być z siebie dumny. Mimo, że wydaje Ci się, że nie osiągnąłeś celu, to jedynie pozór. Cel osiągnąłeś, ale rezultaty są troszkę inne, niż oczekiwane. Jest to całkowicie normalny proces. Nigdy nie jesteśmy w stanie ocenić ze 100% pewnością skutków naszych działań. Dlaczego? Ponieważ często nie uwzględniamy czynników zewnętrznych.

Grunt to spojrzeć na sytuację z innej perspektywy
Pracowałam ciężko cały rok na to, by mieć jak najwyższą średnią. Punkt po punkcie odhaczałam kolejne zadania do wykonania i z zadowoleniem wpisywałam kolejne 5 do plannera. Nie wzięłam po uwagę, że coś może pójść nie po mojej myśli. Los jednak chciał, że na jednym z egzaminów doszło zmiany, na którą nie miałam wpływu. I nagle średnia 4,64 spadła do 4,53. Byłam wściekła, a potem dopadła mnie bezsilność. Nie potrafiłam przemówić sobie do rozsądku, że jest dobrze. Powiedzieć do swojego odbicia w lustrze: "Kurczę, dałaś z siebie wszystko! Jest świetnie! Powinnaś być z siebie dumna!".

W pewnym momencie powiedziałam sobie dość. Koniec patrzenia na negatywną stronę sytuacji. Postanowiłam cieszyć się wakacjami i nagrodzić samą siebie za moje działania.

Jak nagradzać samego siebie?
Prawda jest taka, że każdy jest inny i tylko my samie wiemy, co sprawi nam największą przyjemność. Niektórzy wpadną w szał zakupowy (bo raz na jakiś czas można sobie zaszaleć!), inni wyjeżdżają na długo planowany urlop. Jeszcze inni pozwalają sobie na wieczór tylko dla siebie i spędzają go tak, jak chcą - bez patrzenia na innych.

Nagradzanie samej siebie rozpoczęłam w poniedziałek. Wybraliśmy się z P. do kina na "Minionki". Polecam każdemu, bo to idealny sposób na poprawę humoru na kilka dni. Przed samym seansem zaopatrzyłam się w przypadkiem upolowaną koszulkę z tymi rozbrajającymi tic-tacami w jeansowych ogrodniczkach. I z wyglądem psychofanki wkroczyłam do sali kinowej.Wszelkie złe emocje po prostu ze mnie uleciały.

Zdjęcie lekko niewyraźne, ale emocje widać gołym okiem.
Następny etap nastąpił po powrocie do rodzinnego miasta. Podjęłam męską decyzję i postanowiłam zamówić nowy laptop. Niestety mój staruszek Jimmy już niedomaga, a nie chcę w pewnym momencie utracić wszystkie cenne dla mnie pliki. Także przyszłe posty mam nadzieję już pisać na moim dużo mniejszym i lżejszym Jimmy Jr. 

Moje nagradzanie siebie miało w dużej mierze wymiar konsumpcyjny, dlatego moja szafa powiększyła się o uroczą bluzkę z koronką, bluzkę do treningów, buty sportowe (widoczne na głównym zdjęciu) oraz świetną brązową przeogromną torbę.

Ostatni etap, który był dla mnie kluczowy, to możliwość rozpoczęcia treningów. W piątek po raz pierwszy od dłuższego czasu wstałam rano, wsiadłam na rower i zrobiłam 11 km wokół miejskiego jeziorka. Bo mogłam. Zdałam sesję i to była dla mnie najlepsza nagroda.


A teraz mam wakacje. Mogę odpocząć i tego również Wam życzę. A już niedługo zabiorę Was na wycieczkę po słodkim Paryżu. 


A Wy w jaki sposób nagradzacie samych siebie?
Trzymajcie się!





Może Ci się spodobać

0 komentarze