Jestem dobra w teorii: życiowe mądrości a praktyka.

19:54:00


Jestem bardzo dobra w teorii. Czasem udzielam ludziom rad, które chętnie wprowadzają w życie. Zawsze staram się powiedzieć coś motywującego lub podnoszącego na duchu, gdy ktoś tego potrzebuje. Wszystko pięknie... Ale czy sama potrafię przekuć mądrości życiowe na praktykę?

Ostatnio odbyłam ciekawą rozmowę z moją starszą siostrą, która jest lektorem oraz obecnie zgłębia tajniki coachingu. Zaczęło się od zwykłej rozmowy na tematy przeróżne, a skończyło się na tym, że została mi zrobiona wręcz psychoanaliza, która w pewien sposób dała mi do myślenia.

Jakiś czas temu pewna bliska mi osoba bardzo się przejmowała nowym wyzwaniem, przed którym stała. Martwiła się popełnianymi błędami i traciła przy tym całą energię. Bała się, że ktoś będzie niezadowolony i oberwie się jej za to, co robi. Pamiętam doskonale, co wtedy powiedziałam tej osobie: Spokojnie, rób swoje! Po co się przejmujesz tym na zapas? Niby nic takiego, ale po kilku powtórzeniach tej samej sentencji, zaczęła w to wierzyć i od razu zaczęło jej lepiej iść. Odzyskała humor i znów mogłam się cieszyć towarzystwem tej samej ukochanej osoby, co wcześniej.

Wiecie, gdzie w tym wszystkim jest ironia? 
Obecnie znalazłam się dokładnie w tej samej sytuacji. Nowe wyzwania spędzają mi sen z powiek, a nerwy momentami doprowadzają mnie do dreszczy i osłabienia. Przejmuję się wszystkim i martwię na zapas. Nie potrafię przekuć mądrości, które jeszcze dwa miesiące temu mówiłam komuś innemu, w praktykę i zastosować się do niej osobiście. Jakby tego było mało, dokładnie ta sama osoba właśnie daje mi tę samą radę: Rób swoje! Po co się aż tak przejmujesz? Zastosuj się do własnych rad.

Ha! I tu jest ten haczyk. Jestem dobra w teorii. Zawsze staram się wysłuchać każdego, kto przyjdzie do mnie się wyżalić i podnieść na duchu motywującym tekstem. Rzadko udzielam rad, ale gdy już to robię, to zawsze z głębi serca i ze 100% przekonaniem, że to, co mówię, jest prawdą. Zdarzają się jednak chwile, gdy zmartwienia spadają na moją głowę i miażdżą całą mądrość życiową, spychając ją w najdalsze zakamarki mojego mózgu. Przechodzę w tryb: jestem kłębkiem nerwów, pociesz mnie lub utnij mi głowę, abym nie musiała już się tak męczyć. Znacie to uczucie? Gdy nie jesteście w stanie w 100% kontrolować sytuacji? Ja to znam aż za dobrze i dokładnie czuję to teraz. Źle mi z tym, bo możliwość kontroli daje mi poczucie bezpieczeństwa

Ale co z tą siostrą?
Mój prywatny coach i trener zrobił mi psychoanalizę. Zajrzała w głąb mojej głowy i zmusiła mnie do mówienia. Według niej mam bardzo dużą samoświadomość, jednak nie potrafię przekuć tej mądrości w praktykę... I co tutaj zrobić?  


Zazwyczaj to ja Wam doradzam, jak coś zrobić własnoręcznie. Dzisiaj odwrócimy rolę. Zdradźcie mi swoje sposoby na to, jak zacząć stosować życiowe mądrości na co dzień :)

Może Ci się spodobać

0 komentarze